sobota, 28 listopada 2009

"Dom zły" - bardzo dobry!

Byłem wczoraj w kinie na nocy filmowej, na której zaprezentowano dwa obrazy Wojciecha Smarzowskiego – „Wesele” i premierowy „Dom zły”. Frekwencja była zatrważająca, co dowodzi, że polskie kino nie cieszy się dużą popularnością. Ale Smarzowski? Toż to Gombrowicz filmu, który obdziera polskość z patosu, wytyka, obśmiewa, znajduje autentyczność w negatywach życia. Reżyser posiada ironiczny dystans, wyśmiewa negatywne przejawy polskości, ale przy okazji stara się przekazać treści uniwersalne, dotykające każdego człowieka.

W najnowszym filmie Smarzowskiego („Dom zły”) mamy okazję spróbować bardziej zepsutego egzystencjalnego bigosu niż w „Weselu”. Odór dobiegający z ekranu towarzyszy nam przez cały seans. Każdy chyba lubi wąchać cudze smrody, więc tu dostanie go w nadmiarze. Smarzowki zgotował nam dzieło sensoryczne, czyli z jednej strony doznania wyczuwalne za pomocą zmysłów, z drugiej strony fabuła stopniowo dawkuje emocje. A z chaty wciąż unosi się smród… Nie chcę zdradzać szczegółów, by nie psuć doznań, ale moim zdaniem warto obejrzeć!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz