wtorek, 6 października 2009

Jesus Christ Superstar

Poniższa recenzja pochodzi sprzed sześciu lat. Jednak pamięć o musicalu "Jesus Christ Superstar" pozostała we mnie na tyle długo, że pragnę podzielić się wami emocjami z tamtego czasu. Mam nadzieję, że przynajmniej odrobinę was zachęcą.

"Jesus Christ Superstar" to jedno z największych dzieł autorstwa Andrew Lloyd Webbera i Tima Rice’a. Światowa premiera musicalu w 1971 roku stała się wielkim wydarzeniem. Musical doczekał się wielu inscenizacji w całym świecie. Za jedną z najbardziej efektownych uważa się inscenizację premierową, którą opracował Tom O’Horgan. Dużą popularność zdobył także film przedstawiający musical w uwspółcześnionej formie wydany 1973 r., a wyreżyserowany przez Normana Jewisona. W Polsce po raz pierwszy spektakl zaprezentował w roku 1987 r. Teatr Muzyczny w Gdyni. Teraz można go oglądać także w chorzowskim Teatrze Rozrywki.

Musical "Jesus Christ Superstar" to rock-opera opowiadająca o ostatnich chwilach życia Jezusa Chrystusa od nauczania ludzi, przez uzdrowienia, modlitwę w Ogrójcu, aż do ukrzyżowania i zmartwychwstania. Na cóż mam streszczać tę historię skoro każdy szanujący się katolik powinien znać dzieje Syna Bożego, który zginął za nasze grzechy na krzyżu i odkupił nasze dusze. Zajmijmy się więc samym spektaklem.




Gra aktorska, w tym światowej sławy musicalu spolszczonym przez Wojciecha Młynarskiego i Piotra Szymanowskiego, w polskiej wersji zainscenizowanym i wyreżyserowanym przez Marcela Kochańczyka, jest po prostu wyśmienita. Chorzowski "Jesus Christ Superstar" to istne teatralne cudo. Aktorzy świetnie kreują postaci, które grają. W tytułowej roli oglądamy Macieja Balcara (wokalistę bluesowo-rockowej grupy Dżem). Frontman Dżemu został obdarzony świetnym głosem i ma niewątpliwie osobowość sceniczną. Jego Chrystus jest postacią charyzmatyczną, promieniującą dobrem, głęboko ludzką i pełną otwartości na drugiego człowieka. Motorem napędzającym całą akcję jest Judasz Iskariota, w którego osobę wcielił się Janusz Radek. Dynamiczny wokal Radka, pełen ekspresji, to jeden z najmocniejszych punktów spektaklu. Oglądając dwie sceniczne „bestie” i słysząc ich śpiew, widza przechodzą przysłowiowe ciary. Ale nie można zapomnieć o innych kreacjach. Szczególnie wzruszająca i pełna prostoty jest Maria Magdalena w wykonaniu Marii Meyer. Gwiazda chorzowskiego Teatru Rozrywki zagrała kobietę po przejściach, która pod wpływem miłości Chrystusa odzyskuje wiarę w potęgę dobra i sens życia. W pamięć zapada również Poncjusz Piłat w wykonaniu Andrzeja Kowalczyka i Król Herod - Jacenty Jędrusik.

Zaletą tego spektaklu jest umiejętne zróżnicowanie scen zbiorowych i kameralnych. Nie chce się wierzyć, że tylu ludzi może zmieścić się na tak nie wielkiej scenie, żywiołowo tańczyć i, że jest to poddane tak wzorowej dyscyplinie. "Jesus Christ Superstar" to inscenizacja piękna, mądra i wspaniale zagrana. Niesamowite układy choreograficzne autorstwa Jarosława Stańka, porywają swoją dynamiką, wymownością i pięknem. A jak świetnie brzmi zespół wokalny! Monumentalne chwilami, rockowe i ostre brzmienie orkiestry pod dyrekcją Jerzego Jarosika dopełnia muzyczną ucztę. Oszczędna, ale bardzo wymowna scenografia Grzegorza Policińskiego zachwyca prostotą i wspaniałym wkomponowaniem się w wizję plastyczną reżysera. Kostiumy Elżbiety Terlikowskiej są równie piękne.

Chorzowski spektakl to prawdziwe show, które oszałamia widza rozmachem, zaskakuje dekoracjami, kostiumami, feerią świateł oraz całkiem nowymi wcieleniami znanych aktorów i gościnnie występujących piosenkarzy. Widowisko, osadzone głęboko w historii biblijnej, w nowej inscenizacji nabrało walorów bliskich ludziom współczesnym. Panowie Andrew Lloyd Webber i Tim Rice stworzyli dzieło niezniszczalne. Duża zasługa w tym samej muzyki, która jest znakomita. Przypomnieć trzeba, że kilka songów z musicalu zyskało ogólnoświatową popularność, m.in. song Marii Madaleny "I don’t know how to love him", tytułowa pieśń "Superstar" (kończąca operę), piosenka Heroda czy też duet Marii i Piotra "Could we start again", please. Wszystko to zostaje w nas, działa na oglądającego i sprawia coś, czego nie da się opisać. Po wyjściu z Teatru Rozrywki po paru minutach, godzinach, czy miesiącach chce się tam wrócić i zapewniam, że się po jakimś czasie się wraca by przeżyć kolejną serię uniesień i obejrzeć niesamowite widowisko.

niedziela, 4 października 2009

Agnieszka Chylińska się starzeje…

Nie będę rozważał kwestii dotyczących stylistycznej zmiany Agnieszki Chylińskiej, czy to związanej z byciem matką, chęcią wyrwania się z muzycznej stagnacji, czy też wniesienia się na fali popularności programu „Mam talent”, w którym pełni rolę szanownej jurorki.

Nie będę rozważał tych kwestii, bo totalna głupota związana z komercyjnym aspektem najnowszego wydawnictwa wokalistki zupełnie mnie nie interesuje, a i nie zamierzam zaprzątać sobie głowy domysłami. Sądząc po postach na kilku forach stwierdzam, że fani stylistyczną odmianą są zupełnie zawiedzeni. Jeszcze przed wysłuchaniem całej płyty, nad którą „Chyła” pracowała wraz z tandemem producenckim Plan B., krzyczą donośnie: DNO! A może tak, szanowni „krytycy” najpierw sprawdziliby longplay, a potem – przekonani o swej racji – skazali artystkę na ścięcie?



I co, żenadka? Chylińska w stylu starej dobrej Reni Jusis? Zanim surowo ocenicie płytę sprawdźcie, co na jej temat ma do powiedzenia sama artystka – tutaj.

A odważniejsze komentarze składajcie po zapoznaniu z albumem. Single nie zawsze oddają charakter longplaya.

Przypominam, że premiera najnowszego albumu odbędzie się 23 października (EMI Music Polska).

piątek, 2 października 2009

Michał Witkowski nowym celebrytą?

Nie zgodzę się z twierdzeniem, że Michał Witkowski próbuje zostać nowym celebrytą. Zwyczajnie mu to nie pasuje. Autor „Lubiewa” jest krytykiem naszej, polskiej, przaśnej rzeczywistości, więc na cóż mu celebryckie życie?

Pisarz Witkowski w ramach promocji nowej powieści swojego autorstwa, „Margot”, wieszczy schyłek inteligencji, zaś Polskę uważa za buraczane pole. W wywiadach przyznaje, że nie lubi homoseksualistów, choć sam jest jednym z nich. Wstrzykuje sobie botoks, odwiedził program Kuby Wojewódzkiego, ale czy chęć zwrócenia na siebie uwagi w czasie premiery własnej powieści jest zbrodnią potrzeby bycia celebrytą? To bezsensowne tematy zastępcze - niby przy okazji premiery „Margot”, ale zupełnie zamazujące dyskusje związane zawartością, treścią i formą.

Witkowskiego się kocha albo nienawidzi. Tak było od lat. Recenzje najnowszej powieści „Margot” dobitnie odzwierciedlają zależność między uwielbieniem a zupełnym, czasem nieprzemyślanym, krytykanctwem. Chyba niektórym za bardzo prawda w oczy kole.

Posłuchaj fragmentu audiobooku czytanego przez Michała Witkowskiego:




Gorąca muzyczna jesień vol. 1

Październik i listopad obfitować będą w premiery płyt artystów, których twórczość znam i szanuję od dłuższego czasu. Jestem więc, tym bardziej uradowany faktem wyjścia na światło dzienne kolejnych, mam nadzieję, doskonałych albumów. Na dobry początek słów kilka o Farben Lehre, Tymonie Tymańskim i Spiętym.


Farben Lehre – Ferajna (Rockers Publishing)

12 października w sklepach pojawi się najnowszy album pionierów polskiego punky-reggae, Farben Lehre. Trzy dni wcześniej w warszawskim Fonobarze zespół zagra koncert promujący wydawnictwo, wraz z zaproszonymi gośćmi: Muniek Staszczyk, Sławek Świderski, Magda Rutkowska. Wydawca zapowiada, że możemy spodziewać się „życiowych” tekstów będących połączeniem humoru z romantyzmem. Tytuł krążka oraz nowy wizerunek mają nawiązywać do klasycznych filmów gangsterskich. Nawet jeśli płyta będzie słaba, to jestem więcej niż pewny, że na koncertach FL zrekompensuje wszelkie braki.
http://www.myspace.com/farbenlehre

Tymon Tymański & The Transistors - Bigos Heart (Biodro Records)

Polski Frank Zappa, czyli szalony Tymon Tymański, wraz z projektem The Transistors ugotował nowy muzyczny bigos. Artysta zaprasza wszystkich chętnych na muzyczną sjestę. Przepis na pyszny bigos Tymańskiego wydaje się prosty: „główka kapusty pełnej intrygujących tekstów, esencjonalny bulion z wywaru na wyrafinowanej muzyce i najlepsze, sprawdzone przyprawy: Leszek Możdżer, Grzegorz Halama, Kuba Staruszkiewicz oraz Daniel Hertzov“. O jego smaku będziemy mogli przekonać się 6 października, w dniu premiery „Bigos Heart“. Wydawca zapowiada, że krązżek „ukazuje nowe, dość klasyczne i refleksyjne oblicze grupy, na którym dominują aranżacje w beatlesowskim tonie“. Tymański zawsze zdradzał fascynację Beatlesami, choć znany jest z kuchni jazzowej i avant-rockowej. Ale dużo ciekawsze są nowe role zaproszonych artystów, którzy będą robili zupełnie coś innego, niż to z czego słyną – popularny artysta kabaretowy, Grzegorz Halama zadziwi nie tylko jako wokalista, ale również i muzyk, z kolei Leszek Możdżer (muzyk jazzowy) udowodni, że potrafi śpiewać. Nie wiem jak wam – mnie już ślinka cieknie.
http://www.myspace.com/tymonandthetransistors

Spięty – Antyszanty (Antena Krzyku / Opensources)

Spięty, czyli Hubert Dobaczewski, filar grupy Lao Che, zdradził szczegóły dotyczące solowej płyty. Artysta zaprezentował okładkę i podzielił się informacją dotyczącą zawartości albumu, w którym znajdziemy eklektyczną muzykę „utrzymaną w szantowo-knajpianym klimacie (...) gdzie miejski folk z a'la kraftwerk'ową elektroniką, a wieloznaczne, nasączone morzem, erotyką i alkoholem teksty, żartobliwe i tragiczne zarazem, prawią o życiu i śmierci”. Znając zamiłowania Spiętego do punkowego brudu ciekaw jestem jego indywidualnego podejścia do szantów. Warto sięgnąć po „Antyszanty” (premiera 16 listopada), bo Spięty zagrał na niemal wszystkich instrumentach: gitarze, basie, banjo, gitarze hawajskiej, a nawet flecie.
http://www.myspace.com/spiety

czwartek, 1 października 2009

Naiwny ekspresjonizm Daszewskiej

Pewien pan, prawdopodobnie autor strony, na jednym z forów internetowych zaprasza do odwiedzenia witryny Dominiki Daszewskiej. Zachęcony ofertą wszedłem i co…a no nic wielkiego, drodzy państwo.

Dokładnie i z wielkim zaciekawieniem przejrzałem wszystkie obrazy i rysunki zamieszczone na stronie http://daszewska.pl/ , ale z przykrością musze stwierdzić, że nic mnie nie urzekło, nie chwyciło za serce, nie połechtało duszy wrażliwej. Pani Dominika ma talent, ale moim skromnym zdaniem, nie potrafi w pełni go wykorzystać. Zarówno obrazy, jak i rysunki czy ilustracje wydają mi się strasznie akademickie. Wiele z nich sprawia wrażenie niedopracowanych, malowanych pod wpływem chwili, opętania myśli chaotycznymi wizjami. Jedne są naiwne, drugie zbyt realistyczne. Niewątpliwie mają w sobie przyciągającą widza dynamikę, ale twórczość pani Daszewskiej jawi się jako twórczość artysty dopiero poszukującego, jeszcze nie do końca zdecydowanego. Ogromnie jednak wierzę, że to się zmieni.

Freakowa Armia

Jeszcze nie opadły emocje po wydanej w tym roku doskonałej płycie formacji Armia, "Der Prozess", a muzycy zapowiadają już premierę kolejnego dzieła.

Album zostanie prawdopodobnie zatytułowany "Freak" i ukaże się na przełomie października i listopada 2009 - informuje strona http://armia.art.pl. Jestem uradowany tą informację, bo Tomasza Budzyńskiego cenię niemal jak żadnego polskiego poetę rocka, a i armijna muza przyprawia mnie o gęsią skórkę.


"Der Prozess" inspirowany powieścią Franza Kafki pt. "Proces" zaskoczył wszystkich wysoką formą muzyczno-tekstową. Część krytyków i fanów obwieściło ją nawet mianem najlepszej w twórczości Budzego i spółki. Dodatkowo lider formacji zaostrzył apetyt na nowy album, umieszczając na forum zespołu kilka zdjęć ukazujących artystów przy pracy. Jeśli mnie wzrok nie myli, to okazuje się, że w nowych utworach usłyszymy prawdopodobnie byłych muzyków Armii - Roberta Brylewskiego i Sławka Gołaszewskiego. Niedawno zespół zapowiadał, że na krążku pojawi się dużo gości, ale nie przypuszczałem, że będą nimi akurat oni. Czad!